No. Zostałem blogerem. Jeśli można tak się nazwać przy trzecim, o przepraszam, czwartym wpisie. Słabo się jeszcze znam na tym blogowaniu, ale wiem już i spieszę donieść, że komentarze są mile widziane, a ich publikacja następuje po „moderacji”. W praktyce znaczy to tyle, że jeśli ktoś pisze komentarz po raz pierwszy, to moderator, czyli ja, musi go zatwierdzić. Kolejne komentarze, jeszcze milej widziane, powinny wskakiwać automatycznie.
W zasadzie piszę zamiast siedzieć z nosem w photoshopie i obrabiać zdjęcia. Nie lubię tego strasznie, więc sobie jeszcze trochę popiszę. Obróbka fotografii, czyli postprodukcja to integralna część fotografowania. Aparat fotograficzny nie jest tak idealnym narzędziem jak ludzkie oko i obrazy, które z siebie wypluwa, wymagają poprawienia kontrastu, ustawienia koloru, wymazania plamek, które powstają w wyniku brudów na matrycy światłoczułej. Żmudna to praca, a nie każdy klient zdaje sobie z tego do końca sprawę. Zdarza się również, że klient, świadomy możliwości obróbki cyfrowej, której efekty widzi na co dzień w magazynach kolorowych czy reklamach, mówi mrugając okiem, że ten krawat to się uprasuje w Photoshopie, albo, żeby usunąć miłej pani zmarszczki, czy podbródek. Ten Photoshop przecież tak dużo potrafi.
Niestety Photoshop, mimo że potrafi, nie obrabia teraz za mnie zdjęć. W ogóle jakoś rzadko sam to robi. Trzeba go stale prosić, namawiać, albo wręcz wziąć myszkę do ręki i mu pomagać. Klikać, klikać, piórkiem po tablecie mazać, gały w ekran wlepiać… brrrr!
Kiedyś Wam chyba szczegółowiej o tym opowiem.
No, mruga do mnie z dołu ekranu, żeby mu pomóc znowu.
Poniżej Lenka i jej tatuś. Photoshop ich lubi, nie napracował się, zrobił na czarno – biało.

Mamy nadzieję, że siedzisz przy obróbce naszych zdjęć, bo już się nie możemy doczekać…
Pozdrowienia dla Ciebie i twojego Fotoszopa